PRZEMIJANIE

 



No tak, tytuł nie jest optymistyczny, zdjęcie jeszcze bardziej ale pomimo ponurego początku nie będzie to post o końcu rzeczy.

Trzmiel miał po prostu pecha - w nocy był przymrozek i niestety nie znalazł odpowiedniego schronienia co skończyło się dla niego tak jak się skończyło😟

Ale nie o tym chciałem pisać.

To przemijanie to jednak straszna rzecz (znowu marudzę) ale wszystko w przyrodzie zmienia się w takim tempie, że tygodniowa nieobecność w lesie sprawia, że kolejnym razem jesteśmy już jakby w innej rzeczywistości pomimo, że miejsce to samo ???!

Jeżdżę więc w teren tak często jak tylko mogę i za każdym razem odkrywam coś nowego.

Zacząłem od wyjazdu z Profesorami (Małgosia i Andrzej) do Stobrawskiego Parku Krajobrazowego.

Głównie porosty, 






mchy i jakieś grzyby,




trochę pająków biegających w liściach 





no i biedronka - w końcu jakiś kolor 😂🙏



Kolejny weekend - pojechaliśmy z Asią do lasu, do którego jeździmy od trzydziestu lat i jak jesteśmy sami to chodzimy tymi samymi ścieżkami ( w poprzednim poście pisałem, że moja orientacja w terenie jest zerowa) co  z kolei powoduje frustrację u mojej żony - „znowu to samo” ale jest wyrozumiała - albo już przywykła ??? 😂


Nad stawem p/pożarowym w lesie trafiliśmy na ropuchy szare w okresie godowym - na co trochę w duchu liczyłem- są !


Ropucha szara (Bufo bufo)







Wędrują do stawu, składają skrzek i za tydzień już ich nie będzie w wodzie.

A to efekty.


W drodze powrotnej trafiliśmy na ścierwce - też zajęte sobą.

Ścierwiec (Oiceoptoma thoracicum)

Kwiatów niewiele - tylko podbiał. Trochę porostów.

Podbiał pospolity (Tussilago farfara)





Następnego dnia pojechałem do Janikowa popatrzeć co tam się dzieje.

Pogoda słoneczna ale dosyć chłodno więc „ruchu” na ścieżkach zbyt dużego nie ma.


Znalazłem dwie samiczki Oleicy krówki - jedna kopała norkę.


Oleica krówka (Meloe proscarabaeus)

Poza tym jak zawsze - trochę porostów na drzewach 




i trzmiel  na kwitnącym drzewie owocowym.



W sobotę za to pojechaliśmy do Wąwozu Lipa popatrzyć czy aby nie ma już salamander - niestety jeszcze nie ma. Jak wskazuje nazwa - lipa. 😜


Za to kwiatów całkiem sporo.


Tutaj chyba klimat troszeczkę chłodniejszy więc kwitną pierwiosnki, zawilce, kokorycze, łuskiewniki oraz moje ulubione przylaszczki.







Zresztą z przylaszczkami było o tyle śmiesznie, że jak zobaczyłem pierwszą - zacząłem się rozkładać ze sprzętem aby ją „uwiecznić” i w momencie jak już umościłem sobie legowisko w liściach - spojrzałem do góry …i zobaczyłem całą polankę upstrzoną niebieskimi kwiatkami - czyli spostrzegawczość też przeminęła 😒😱





Przy jednym kwiatku przylaszczki zobaczyłem drugi ale .. zielony. 


Zacząłem się zastanawiać co to jest, ale że nic mądrego nie wymyśliłem więc napisałem do naszego związkowego (ZPFP)  kolegi Wojciecha - biologa, którego już przedstawiałem w poście „Wiosna nad Nysą Kłodzką”.


Wojtek wyjaśnił mi: „Ten zielony kwiatek, to taki pozorny kielich, który nie odpada po przekwitnięciu. Podczas kwitnienia nie widać go, bo zasłonięty jest płatkami” - warto zapytać fachowca 😃😎


W drodze powrotnej zajechaliśmy  na Storczykowe Wzgórze - jeszcze za wcześnie tylko liście wystają z ziemi - kwiaty za jakieś dwa, trzy tygodnie.

A z tym przemijaniem to jest też tak, że zanim się zorientowałem o co w tym wszystkim chodzi - to dotarło do mnie, że mogę już jeździć za darmo tramwajami (przynajmniej we Wrocławiu) - ale nie dlatego że jestem uczniem - nie - zdecydowanie nie. 


No cóż jak powiedział Heraklit: „Panta rhei”, a właściwie „ Panta rhei kai ouden menei” - wszystko płynie - nic nie stoi w miejscu.


Optymistycznie kończąc - do emerytury sto dni 😜


Chwilowo się cieszę……



Fot. Marek Czubaszek



Komentarze

  1. Witaj. Marku, w makro coraz bardziej się realizujesz. Bardzo, bardzo fajnie zdjęcia. Serdeczne pozdrowienia z Krakowa. Dario.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Marku, przesympatyczna opowieść i jak zwykle cudowne zdjęcia ! KK

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz