METAMORFOZA

 



      No tak - dawno nie pisałem, ale nie przewidziałem, że splot wydarzeń uziemi mnie na całe dwa miesiące w domu.

Czekając na emeryturę, planowałem sobie co będę robił, jak już będę miał wystarczająco dużo czasu. Zycie jednak lubi płatać figle, więc i tym razem mnie nie zawiodło - przewrotna szelma jednak z niego.:-)


Przez cały ten czas gryzły mnie jednak wyrzuty, że nic nie robię i ci, którzy czasem czytują moje grafomańskie kawałki, w końcu się zirytują.


Pogrzebałem więc w swoich archiwach i wpadłem na pomysł, że mogę pokazać coś czego byłem świadkiem jakiś czas temu, coś co było mi dane zobaczyć i co z przyjemnością Wam pokażę, a co nie każdy miał szansę zobaczyć - proces przeobrażenie larwy ważki w dorosłego owada.


W Polsce są 74 gatunki ważek i nie mam pojęcia, które akurat fotografowałem ale wierzcie mi, że jest to niezapomniane wydarzenie - szczególnie gdy obserwuje się je po raz pierwszy. 


Wszystko działo się na plenerze fotograficznym kilka lat temu. 

Większość koleżanek i kolegów uczestniczyła w zajęciach grupowych, a ja ponieważ niespecjalnie lubię pracę zespołową polazłem szukać szczęścia na mokradła.





Włócząc się trochę bez celu - nigdy nie planuję co będę fotografował - doszedłem do miejsca skąd nie było już dalszej możliwości wędrówki z  powodu wody i błota. 


W odległości około metra od brzegu wystawał z wody złamany pień brzozy - ot nic specjalnego.


Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. 


Nagle coś - może jakiś ruch - przyciągnęło moją uwagę. Podszedłem bliżej i aż mnie zatkało - tutaj działy się cuda. Coś o czym marzyłem od dawna, a czego nigdy wcześniej nie było mi dane oglądać aż do dzisiaj  - metamorfoza ważek.


Niestety owad opuścił już swoją pierwotną "zbroję", w której spędził ostatnie kilka lat i siedział  na pniu prostując i pompując skrzydła.

Trochę szkoda ale nie było czasu do stracenia więc usiadłem i zacząłem dokumentować zachodzące zjawisko.



Przy okazji - ważki to owady o przeobrażeniu niezupełnym czyli nie mają stadium poczwarki.


Swoją drogą puste pancerzyki z których wyszły dorosłe owady wyglądają trochę jak z horroru,  ja od razu pomyślałem o filmie - Obcy ósmy pasażer Nostromo.



Skupiony na moim modelu kątem oka zauważyłem larwę innego gatunku ważki, która pojawiła się na pniu.

Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że proces przeobrażania zaczyna się natychmiast po wyjściu z wody.

Myślałem, że znajdzie sobie miejsce i po jakimś czasie zacznie się metamorfoza. Zrobiło mi się nawet trochę szkoda i obiecałem sobie wrócić następnego dnia.

Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne - larwa „pokręciła”się trochę, znalazła swoje miejsce i…..zaczęła się wyłaniać z pancerza.


Druga larwa ważki (górny prawy róg)



"Sprawdza" pieniek


Ciąg dalszy szukania odpowiedniego miejsca


Decyzja zapadła - tutaj

Podczas gdy druga larwa szukała odpowiedniego miejsca, mój pierwotny obiekt powiększył się już do prawie końcowych rozmiarów, rozłożył skrzydła i zaczął nimi dosyć szybko poruszać - wyglądało to trochę jak "wstępny rozruch" 😂


Na szczęście  "ćwiczenia" większego współbratymca w ogóle nie przeszkadzały mniejszej larwie.


No i zaczęły się "powtórne" narodziny. Ważka zaczęła opuszczać swoją niepotrzebną już skórę”






Na zdjęciu poniżej powiększenie - aby zwrócić uwagę w jakiej formie są skrzydła po zrzuceniu starego pancerza.

Te "wyrostki" na grzbiecie to właśnie przyszłe skrzydła



Potem było już stosunkowo szybko. Skrzydła zaczęły się powiększać.


W międzyczasie większa ważka zakończyła proces i odleciała. Mniejsza stawała się coraz bardziej podobna do dorosłego owada. Wszystko to oczywiście w towarzystwie pustych pancerzyków, których właściciele już odlecieli.






Jeszcze bez kolorów ale ważka już prawie "uformowana".

Poniżej chciałem jeszcze pokazać zdjęcie - inny czas i miejsce - ale obrazuje ono dosyć dobrze jak szybko i do jakich rozmiarów powiększa się imago po opuszczeniu pancerza.


Ale żeby życie nie było takie proste - jak mawiała jedna z nauczycielek, u której zdawałem wielokrotnie (13 razy) metaloznawstwo i która klepała mnie po ramieniu mówiąc - "pan się tego nauczył ale pan tego nie rozumie" - co było świętą prawdą - tak więc i tutaj było trochę dziegciu.

Cały czas słońce świeciło mi w twarz co skończyło się poparzeniem słonecznym, bąblami i w efekcie łuszczącą się skórą. 
Nie pretenduję do tytułu Mister Universum - w żadnym razie no ale te bąble ??? 

A wszystkiemu przyglądała się Rzekotka siedząc oczywiście w cieniu :-)



Fot. Marek Czubaszek

Komentarze

  1. Ula Budkiewicz25 sierpnia, 2026

    MEGA !! i szacun Marku 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj.
      Wspaniałe zdjęcia, które pokazują, że najważniejszy jest ten, który fotografuje a nie najnowszy sprzęt. Serdeczne pozdrowienia.
      Dariusz - (Dario).

      Usuń
  2. Super ! Zazdroszczę obserwacji 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Uff,czytałam jak niesamowity kryminał,🤔co będzie dalej🤷Marku,jak zwykle super interesujące,a zdjęcia przepiękne,choć wiesz że wolę kwiatki .Jestem pod wrazeniem,a pomysł opublikowania czegos z przeszłości bardzo mi sie spodobał

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna obserwacja Marku. Ela

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz